| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Statystyki od 25.10.2005



Prywatny punkt widzenia
czwartek, 17 maja 2012
13/2012
Szczyt sklerozy:

W zeszłym roku, na jesiennej wyprzedaży w popularnej sieciówce, zakupiłam po okazyjnej cenie sandałki. Natychmiast utknęłam je wysoko i głęboko w szafie, żeby nie być narażoną na komentarze Ślubnego: "Kolejne buty, po co ci teraz, zajmują miejsce, na wiosnę kupisz inne, i tak w nich teraz nie będziesz chodzić... itd..."  Ufff... Udało się utrzymać w tajemnicy...

Teraz, na wiosnę, w tejże sieciówce, kolejne sandałki "rzuciły mnie na kolana". A że cenowo w miarę przystępnie- zakupiłam, a jakże...

Niedawno robiłam porządki, zamiana garderoby zimowej na letnią, segregacja ciuchów "skurczonych w praniu" (nawiasem mówiąc, co za proszki teraz produkują, kiedyś można było w tych samych ciuchach chodzić kilka lat, od jakiegoś czasu co sezon przestaję się mieścić w poprzednie ;)  ).

Odkryłam sandałki zakupione na jesieni. O których chyba nawet zdążyłam zapomnieć... Porównałam z kupionymi niedawno...

IDENTYCZNE !!!!!!! fason, kolor... Tylko cena tych kupionych na wiosnę o 10 zł wyższa...
Paragony oczywiście dawno zdążyłam wyrzucić...

Jedna para powędrowała z powrotem na pawlacz. Będą "na za rok", bo fason mają bardzo neutralny... O ile znów nie zapomnę i nie kupię nowych... Identycznych ?



środa, 11 kwietnia 2012
12/2012

Mówcie mi "PC-KillerQueen" :////

Załatwiłam swojego laptopa. Na własne życzenie.
Nie upłynął tydzień, jak przy próbie podłączenia dysku przenośnego USB, załatwiłam komputer Starszego i Młodszego. Wszystko zgasło, nagle i niespodziewanie... Niby chodzi, ale "nie widzi" myszy, głośników i innego zewnętrznego "osprzętu". Tylko klawiatura się ostała... Jakby się coś przepaliło?

A dziś w pracy- na szczęście tuż przed moim wyjściem- zgasł serwer, na którym pracuję i który jednocześnie obsługuje moje stanowisko... Na szczęście dał się uruchomić powtórnie, ale co będzie jutro- nie wie nikt ;)

Korzystam chwilowo ze służbowego "czegoś"  Ślubnego... Bał się pożyczyć... A teraz tutaj szwankuje mysz... Nie wiem, kiedy ktoś dopuści mnie do sprzętu :((((( I kiedy odzyskam swojego laptopa... Bu.....







poniedziałek, 02 kwietnia 2012
11/2012

13.03 "z pewną taką nieśmiałością" po raz pierwszy rozliczyłam PIT-a przez internet. Poszło nadspodziewanie łatwo, pomimo "13". Wszystko się dało wydrukować, przeszło... Kasa do zwrotu za dwójkę dzieci i internet.

23.03. loguję się do banku... Kurczę, ta kwota mi się nie zgadza... Coś za dużo... Historia rachunku... SZOK!!!!!!!

Urząd Skarbowy zwrócił kasę... po 10 dniach, a nie ustawowych 3 miesiącach... SZOK !!!!!!!!


10/2012

Laptop zrobił mi brzydki dowcip... I to wcale nie z okazji primaaprilisu...
Pracuje TYLKO w trybie awaryjnym. Odzyskiwanie systemu nie przynosi efektu.
Sama jestem sobie winna... Nie trzeba było otwierać pliku wątpliwego pochodzenia...
Trzeba będzie postawić system od nowa. Tylko najpierw muszę zakupić jakiś dysk zewnętrzny i zrobić backup rzeczy ważnych... Tyle zdjęć... A potem skan antywirusem, i format... Pospisywać pozapamiętywane hasła i zakładki... Sieć odpięłam "na twardo", może  franca coś rozsyła...

Głupia baba ze mnie...
Połamały mnie "korzonki". Gdybym nie miała za dużo czasu, nie zrobiłabym głupoty...

A teraz muszę się przepychać do kompa chłopaków. Wczoraj z ich klawiatury wytrząsnęłam garść okruchów. Jakaś sikorka spokojnie by się najadła.




środa, 25 stycznia 2012
9/2012

Siedzimy sobie wczoraj, Starszy opowiada wrażenia.
- I jeszcze koszulkę sobie kupiłem, bo mi się podobała...
- Pokaż.
Zdejmuje bluzę, demonstruje... Jak na komendę, w jednej chwili, zaczynamy ze Ślubnym bić brawo.
- A to za co?
I znów, razem, chórem, bez wcześniejszego uzgadniania...
- ZA GUST !!!

I dlatego Ślubny jest Ślubny... Rozumiemy się bez słów :)

A koszulka? Czarna, pomarańczowy znak radioaktywności i napis (chyba) "MÓZG PRACUJE"

:)


08:07, cytrynka1 , Starszy
Link Komentarze (4) »
8/2012

Prezydent podpisał w poniedziałek nowelizację ustawy refundacyjnej... Nie ma tam nic dla nas... Jak mieliśmy okazję coś wywalczyć- byliśmy "ludzcy". Jak nam się zaczęło nie podobać i chcieliśmy protestować - na jaw wyszły zapisy Smoleńska, potem ACTA... Media mają inne, dużo bardziej nośne tematy, niż jacyś tam farmaceuci... którzy i tak wyjdą na swoje... Jakim kosztem?
Jako grupa zawodowa jesteśmy zbyt podzieleni  mamy za małą siłę przebicia... NIKT nas nie słucha...

JAK mamy realizować recepty- dowiemy się na pierwszej kontroli z NFZ-u. Bo na chwilę obecną nawet tam nie wiedzą, jak interpretować przepisy...
W gronie osób piszących ustawę i jej nowelizację nie było NIKOGO, kto znałby praktyczne realia pracy w aptece... Nie byłoby w tej ustawie TAKICH bzdur i nieścisłości...

Komu przeszkadzał dawny wykaz leków w tzw."chorobach przewlekłych"?  Lekarze wywalczyli możliwość niewpisywania na recepcie odpłatności, jeśli taka zniżkowa jest jedna. No i fajnie... Jest sobie lek... We wskazaniach refundowany w schizofrenii, ale doskonale sprawdza się w leczeniu depresji- wtedy TYLKO jako 100%. I w innych zastosowaniach -a ma ich jeszcze kilka- też 100%. Jak lekarz nie wpisze odpłatności- mam obowiązek wydać, stosując "odpowiednią" odpłatność z wykazu. NFZ nie umie określić, co znaczy "odpowiednia". A ja mam mieć w oczach zestaw do zdalnej diagnostyki, i określić, czy pacjentowi należy się zniżka ze względu na schorzenie, jakie posiada. Tak samo z lekami p/astmatycznymi, p/cukrzycowymi...  Doustne leki p/cukrzycowe znajdują zastosowanie w ginekologii, w leczeniu niepłodności..., jako 100% oczywiście. Rp. od ginekologa, pacjentka lat prawie 40, odpłatności brak. Skąd mam wiedzieć, czy pacjentka ma cukrzycę- czy chce mieć dziecko? Nie jestem od zbierania wywiadu i ustalania refundacji... Zgodnie z ustawą- wydam na zniżkę, a w razie kontroli- poniosę konsekwencje.... Bo rp. z 3.01, z czasu największego bałaganu, a kasę za nienależną refundację najłatwiej odzyskuje się z apteki... Bo lekarze mają abolicję, a my nie... I tyle...

I dziś się dowiedziałam, że czeka mnie "wycieczka". 50 km w jedną stronę, bo receptę wypisała pielęgniarka, a ktoś (pewnie lekarz?) dopisał odpłatności (prawidłowo!!!!!!) minimalnie różnym kolorem długopisu i się przy tym nie podbił i nie podpisał. Przy sztucznym świetle i zmęczonym wzroku- nie do odróżnienia, w świetle dziennym widać jak wół... Za gapowe się płaci...


00:01, cytrynka1 , Praca
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 stycznia 2012
7/2012

Starszy wrócił z obozu. Bardzo zadowolony. Zaskoczył nawet swoją podstawówkową wuefistkę - umiejętnościami narciarskimi ;). Kwalifikowała go do grupy "0", a okazało się, że sobie całkiem nieźle radzi ;) Nawet zgubiona legitymacja szkolna się odnalazła.
Warto było, za ten uśmiech zadowolenia... Do czasu...

- Imprezy były?
- Były...
- Piwo?
- ... ... ... nie tylko... bez problemu... pełnoletni tez byli...

Trudno... Zapomniał wół, jak cielęciem był...
Muszę się przyzwyczajać... dobrze, że powiedział...



23:37, cytrynka1 , Starszy
Link Dodaj komentarz »
6/2012

Jakby było mało całego zamieszania- szefowa postanowiła nam jeszcze "usprawnić" pracę. W majestacie prawa oczywiście. Podobno przestał obowiązywać tzw. "pakiet ustaw antykryzysowych". Jest coś takiego, jak "doba pracownicza"- w skrócie- od wejścia do pracy do następnego wejścia MUSI upłynąć co najmniej 24h, inaczej ponoć strasznie PIP się czepia. Jeśli przyjdę do roboty wcześniej- to te godziny traktuje się jako nadliczbowe w danej dobie pracowniczej, powinnam mieć za nie dodatkowo zapłacone itd... W sumie- nic specjalnego i odkrywczego...

Tylko- jak ktoś prawie 20 lat pracował w systemie  "codziennie inna zmiana"- rano, po południu, następnego dnia rano i tak ciurkiem na odwyrtkę- to mu się ciężko przestawić na system: tydzień rano, tydzień po południu. Nie mówiąc o tym, że jak coś komuś pilnie wypadnie- to d... i brak możliwości zamiany. Do tej pory jakoś się dogadywałyśmy, jakieś sprawy, wizyty u lekarza- szło się zamienić, dzień za dzień... Teraz to niemożliwe.
Właśnie kibluję na tygodniu popołudniówek. I bardzo mi się to nie podoba... Nie mówiąc o tym, że w piątek po tygodniu poranków chodziłam jak zombie. Ciężko się przestawić...

I to wszystko podobno "dla dobra pracownika". Wolałabym, żeby nikt mnie nie uszczęśliwiał na siłę. Nawet jeśli jest to w zgodzie z kodeksem pracy, a poprzedni harmonogram był niezgodny z obowiązującym prawem. Wrrrrr....


11:45, cytrynka1 , Praca
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
5/2012

I mamy nowego starego prezesa rady aptekarskiej. Ech...

Ponoć mamy zaostrzyć strajk, pracować "po włosku". Odsyłać...
Strajk miał sens razem z lekarzami, ale wtedy nikt nie miał jaj, żeby wrzasnąć, że nie wolno nas tak traktować. Pan prezes potrafił tylko potakiwać. A teraz- nic się już nie da zrobić. Abolicji dla aptekarzy nie będzie. Bo po co? Pieniądze z systemu najłatwiej wyciągnąć z apteki. Zasada "dziel i rządź" jak najbardziej ma swoje odzwierciedlenie...

U nas pewnie będzie to wyglądać tak, że od "tubylczych" lekarzy będziemy realizować wszystko "jak leci". Żaden strajk. A potem... płaszczyć się, żeby szanowny pan doktor poprawił. Najbardziej boli fakt, że recepty z aptek bezpośrednio przy przychodniach są poprawiane "z pocałowaniem ręki", a z innych- z łaski.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo współwłaścicielem apteki przy przychodni jest żona- mąż- syn- córka (niepotrzebne skreślić) - współwłaściciela tejże przychodni. Wszystko w majestacie prawa, rozdzielność majątkowa itd... A potem pacjent po wyjściu z gabinetu jest brany za rączkę przez pielęgniarkę i prowadzony do apteki żony pana doktora, "bo to tak blisko i w tym samym budynku i wszystko będzie i tanio". I nieważne, że pacjent nie chce. I nieważne, że reklama aptek od 1.01 jest zakazana. Odsyła się do "swojej", ze "swojej" się poprawia, wszystkie inne są be...

Pacjenci nam mówią... Pani doktor odsyła do apteki syna, pan doktor odsyła do apteki żony...
Normalnie nagrać i przesłać do CBA...

Jak w takiej sytuacji można normalnie funkcjonować ???




11:08, cytrynka1 , Praca
Link Dodaj komentarz »
4/2012

Jak komuś wygodniej- wszystkie wpisy "zawodowe" będą pojawiać się również   tutaj:

http://wdomuipracy.blogspot.com

Nie twierdzę, że będzie systematycznie, pewnie jak ten cały kocioł przestanie kipieć- to i przestanę wylewać tam swoje żale... Co nas nie zabije, to nas wzmocni...



3/2012

Gniot refundacyjny, czyli "ustawa"- retrospekcja.
Końcówka grudnia z perspektywy czasu jawi mi się jako złoty sen właściciela i koszmar pracownika. Kolejki pacjentów, kolejki, nerwy... Po świętach w hurtowniach zaczęło brakować insulin, pasków, leków p/padaczkowych- tych, o których było wiadomo, ze mocno podrożeją. Wymagano od nas cudów, żądano sprowadzania pewnych rzeczy - a nie było skąd. Jedynie obrót był taki, jakiego w tej aptece nie pamiętałam. sterty recept realizowanych "na zapas". I przecież my nie mieliśmy "groszówek"- znowu NFZ będzie narzekał, że musiał za dużo zapłacić. A pewnie za jakiś czas w koszach na przeterminowane leki zacznie się pojawiać insulina, zakupiona "w promocji" pod koniec 2011 roku...
Na początku roku- problemy z dostępnością podstawowych leków na ciśnienie, przeciwbólowych, antybiotyków... Dystrybutorzy świętowali do Trzech Króli, bajzel na kółkach. Teraz jest trochę lepiej, ale ustawowo najtańszych zamienników nadal nie ma.

Strajk lekarzy. Najpierw o niemożność jednoznacznego ustalenia faktu ubezpieczenia pacjenta. Sławetne pieczątki "Refundacja do decyzji NFZ". Czemu one miały służyć? Tylko lekarzom. Gdyby wszystkie apteki realizowały takie recepty wyłącznie na 100%, pacjenci braliby faktury i przedstawiali je w NFZ- ta instytucja na pewno wprowadziłaby zmiany w trybie ekspresowym. I wtedy to faktycznie NFZ orzekałby o prawie do refundacji. Bo to oni mają rejestr pacjentów ubezpieczonych, o który był cały raban. Inna sprawa- to błyskawiczny paraliż NFZ przy takiej opcji. Niestety, tak się nie stało...
Mogliśmy realizować takie rp na 100%, jako "niezgodne z rozporządzeniem", zawierające inne treści, niż dozwolone. Jednocześnie- część rzeczy ustawa pozwala nam uzupełnić. Lekarze nie chcieli orzekać o uprawnieniach pacjenta do refundacji- robili to aptekarze, spisując różne dziwne numerki, mające poświadczać prawo do leku refundowanego. Co z tego, że nie powinnyśmy, bo to nie nasza działka. Jeśli na 20000 pacjentów jest 12 aptek- konkurencja nas wykończy bardzo szybko, bo będzie takie recepty realizować ze zniżką. I tyle.
Inna sprawa- to sens przystawiania osławionej pieczątki w momencie, kiedy lekarz i tak wpisał na rp numer oddziału funduszu - prawe górne okienko rp. Ustawowo jest to jednoznaczne z potwierdzeniem uprawnień pacjenta do zniżek. Więc- takie recepty wszyscy w moim rejonie realizowali bez zająknięcia, że coś jest nie tak.
Ciekawe, jak będzie za kilka lat wyglądała w aptekach kontrola recept z tego okresu. Ile zostanie odrzuconych za elementy "niezgodne z ustawą" ? Kto będzie pamiętał o obiecankach ministra, że nie będzie kar? Że można, a nawet trzeba było być "ludzkim" ? Zapłacimy my... Ja- jako pracownik- trzykrotnością pensji, apteka jako instytucja- 2% rocznej refundacji za ostatni rok. I powinniśmy się cieszyć, że tylko 2%, a nie pierwotne 5%.

Inna sprawa- rozporządzenia wykonawcze do ustawy. Ustawa została zatwierdzona 23.05, z dniem wejścia w życie 1.01 następnego roku. Ale kontrowersyjne akty wykonawcze najlepiej było publikować 23.12 około godziny 17.00. Przecież wtedy nikt już nie będzie pyszczył, wszyscy będą świętować... tia... Jak się po świętach raban zrobił- to poprawki opublikować w piątek 30.12 po 16.00... Przecież trzeba zapewnić dobrą zabawę sylwestrową farmaceutom i informatykom obsługującym apteki, prawda?

Lekarze wystrajkowali, co chcieli... Może nie wszystko, ale trochę... O nas- jako grupie zawodowej- zapomniano. Za cicho było... Za mało dotkliwie, jeśli chodzi o pacjentów... Za duża konkurencja... Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie "niech inni strajkują, jak coś osiągną- skorzystam i ja, a jak nic nie wskórają- ryzyk-fizyk- może nie stracę". I wcale nie zawsze jest to kierownik znienawidzonej sieciówki. I tak to wygląda... co z tego, ze szefowa raz zamknęła aptekę w proteście, jeśli cztery inne w promieniu 100m od naszej były otwarte? Prywatne, a jakże... I telefony, że zamykają, żebyśmy też zamknęli... Wystarczyło zrobić małą rundkę po mieście, żeby stwierdzić, jakim jesteśmy "zjednoczonym" środowiskiem... Ona zamknie= ja skorzystam. Boli jak cholera...



10:38, cytrynka1 , Praca
Link Dodaj komentarz »
2/2012

Tydzień temu, w poniedziałek, Starszy pojechał na obóz narciarski. W Polsce, nigdzie dalej. Wraca jutro. Do tej pory odezwał się tylko raz- w środę wieczorem, z radosną wieścią: "Opłaciłem sprzęt, opłaciłem karnety- i już skończyła mi się kasa". Z tego co mówił, wynikało, że mimo wszystko powinno mu było jeszcze zostać około 1/3 tego, co zabrał. Wolę chyba nie wiedzieć, na co wydał resztę w ciągu 1,5 dnia. Takich zdolności to nawet ja nie posiadam ;).
Jedzenie i spanie ma zapewnione, ponoć od kogoś trochę gotówki pożyczył. Może to go czegoś nauczy...

Młody korzysta, że brata nie ma i zaanektował mu pokój. Z komputerem. Do jutra.



09:58, cytrynka1 , Starszy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 stycznia 2012
1/2012

No więc... Nie zaczyna się zdania od "no więc..."
Żyję. Czy mam się dobrze- to już inna sprawa. Od początku roku usiłuję odnaleźć się w nowej rzeczywistości zawodowej i kiepsko mi to idzie. Jak pracuję w sumie już ponad 20 lat- takiego burdelu (przepraszam, ale to słowo najlepiej oddaje sytuację) jeszcze nie było. Przepisy i wytyczne zmieniają się z godziny na godzinę. Rano realizujemy recepty na 100%, w południe ze zniżką, a wieczorem- jak kto ma wenę twórczą. Możemy zostać ukarani za to, że wydaliśmy lek bez zniżki- albo że tę samą receptę potraktowałyśmy jako ulgową. Jak lekarz nie wpisze odpłatności- wg ustawy możemy ja uzupełnić i wydać z "właściwą". Tylko po wczorajszym telefonie do NFZ-u z pytaniem, jak realizować recepty bez wpisanej odpłatności- panie nie mogły sprecyzować, co ustawodawca miał na myśli, pisząc "właściwa"- czy zniżkowa, czy 100%? Jak NFZ nie wie, to my, k... mamy wiedzieć? A za cztery lata na kontroli okaże się, ze miało być absolutnie odwrotnie. Realizowałyśmy ze zniżkami, potem okazało się, ze 90% aptek w mieście wydaje na 100%. A jak wydamy coś i niesiemy w zębach do lekarza do poprawy, nawet po wcześniejszym telefonie, to wysłuchujemy, że się czepiamy. Lekarze mają abolicję, my nie... Jeszcze za to zapłacimy...
Nikt nie chce dać się przekonać, że obiecanki ministra nie stanowią prawa i możemy je sobie o kant...
Wczoraj na forum "branżowym" trwała dyskusja, czy jeśli lekarz przybije krzywo swoją pieczątkę i będzie ona częściowo zachodzić na kod kreskowy recepty- to czy taką receptę można zrealizować ze zniżką? Albo jak się lekarz nie zmieści i mu nazwa ostatniego leku "wjedzie" na kod, a dawkowanie napisze pod kodem- czy możemy wydać ze zniżką, czy NFZ się nie przyczepi, bo "druk wypełniony niezgodnie z rozporządzeniem"? Jak pesel pacjenta jest nad albo pod polem z danymi adresowymi- to też rp 100%, bo "nieprawidłowo wypełniona". Nikt nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, czy zniknął obowiązek pisania przez lekarza wieku pacjenta do lat 18- bo przecież można go ustalić na podstawie pesel, a jeśli nie- czy możemy sami to uzupełnić?
Inna sprawa- to tzw. ustawowa "czytelność recepty". Dla kogo ona ma być czytelna: dla lekarza, który ją pisał, farmaceuty, który realizował; kontrolera NFZ, który stwierdził, że jest czytelna- i dlaczego wydaliśmy na 100%= kara ustawowa, albo stwierdził, że rp jest nieczytelna i dlaczego wydaliśmy ze zniżką= kara ustawowa. Czy może- z całym szacunkiem- recepta ma być czytelna dla pani sprzątaczki w sądzie, do którego pójdziemy się odwoływać od kary, nałożonej przez NFZ za chęć bycia "ludzkim farmaceutą"?

Inna sprawa- to wskazania dla leków refundowanych. Coś, co jest zarejestrowane jako odpowiednik, o tym samym składzie, w tej samej dawce, przez inną firmę- wcale nie musi mieć identycznych wskazań do stosowania= nie wolno nam zamienić. Już sobie wyobrażam: Przychodzi pacjent, ma 2 recepty po 4 leki, chce zamienniki, robię DOKŁADNY wywiad, w jakich wskazaniach miał te leki przepisane, wyciągam dokumenty "Charakterystyki produktów leczniczych", porównuję dokładnie przy okienku, i stwierdzam, czy mogę wydać zamiennik, bo producent akurat to wskazanie zawarł przy rejestracji. Paranoja? Tak powinnam robić... a gdzie tajemnica lekarska? Może lekarz na recepcie jeszcze kod choroby powinien wpisywać, a my mamy sprawdzać, czy dany preparat producenta X należy się w tej chorobie, czy może tylko producent Y ma to wskazanie (sytuacja z tzw. nazwami międzynarodowymi, chemicznymi, gdzie teoretycznie, mieliśmy jako farmaceuci mieć łatwiej- a i tak nikt nie wie, czy mamy wydawać najtańszy refundowany, czy taki, jak pacjent chce, czy może tylko 100%?).

Ustawowo, pod groźbą dotkliwej kary finansowej- mamy proponować tańsze odpowiedniki. Ustawa jest tak sformułowana, że - nawet jeśli na rynku jest z 15 zamienników- nawet teoretycznie tańszych dla pacjenta- (nie biorę pod uwagę wskazań rejestracyjnych, tylko budowę chemiczną)- to biorąc pod uwagę ustawowe obostrzenia cenowe- mogę zaproponować góra jeden, który i tak jest niedostępny w hurtowniach.

Antybiotyk wg ustawy może być refundowany jedynie w przypadku terapii "w której stwierdzono zakażenie drobnoustrojem, wrażliwym na dany antybiotyk". Już to widzę- KAŻDY pacjent, u którego zachodzi podejrzenie konieczności wypisania antybiotyku- ma robione badanie bakteriologiczne, posiew, antybiogram (na czyj koszt?), to trwa minimum 48 godzin, potem kolejna wizyta (na czyj koszt?). I wypisanie "refundowanego" antybiotyku, tańszego o 2 złote (z tych najpopularniejszych- chyba max. kilkanaście PLN różnicy) od ceny 100%.

To tyle na razie. Kwiatków ustawowych jest co najmniej drugie i trzecie tyle.
Sen zimowy... Moje marzenie...

=====================

W ramach odreagowywania stresu i integracji ze Ślubnym- oglądamy sobie Fringe. Mniam... Lubię takie klimaty. Takie nowocześniejsze i trochę inne "archiwum x".


09:43, cytrynka1 , Praca
Link Komentarze (5) »
środa, 21 grudnia 2011
65/2011

Magia świąt- to 18 blach pierniczków (z 3 kg mąki), które już upiekłam. I nie wiem, czy do Wigilii zostanie chociaż trochę ;). Nic poza tym, wszystko "w lesie".


Wszystkim, którzy jeszcze tutaj zaglądają...
I sobie też...


ZDROWYCH, SPOKOJNYCH, RADOSNYCH ŚWIĄT


I NOWEGO ROKU- LEPSZEGO, NIŻ 2011.


(cieszę się, że obecny się kończy...).



czwartek, 01 grudnia 2011
64/2011

Żyję. Jestem. Pracuję.
Szefowej nie ma i jakiś czas jeszcze nie będzie. Pracuję po 12h, albo jakieś łamańce, typu 7.30-15.00 i potem 17.30-20.00. Nie mam czasu na NIC. Jak mam chwilę- padam i śpię.
Szczęście w nieszczęściu- u szefowej to nie to najgroźniejsze. Ale i tak za wesoło nie jest.

Taki wariacki tryb pracy szykuje mi się co najmniej do świąt. Wszystkie soboty w "łamańcach", dyżury, na szczęście nie w same święta.
Jakieś pierniczki przynajmniej przydałoby się upiec...
Cóż... Magia świąt... Co to takiego?


15:50, cytrynka1 , Praca
Link Komentarze (4) »
czwartek, 17 listopada 2011
63/2011

Wpadam na chwilę w przerwie między pracą a pracą... Ślubny pojechał na kontrolę- mogę coś napisać...
Po zabiegu zalecono mu ortezę z regulowanym katem zgięcia kolana... Bagatelka- z godziny na godzinę 650 PLN-ów... Niby dostał zlecenie na zniżkę, wysłane, czekamy, jak NFZ się ustosunkuje, może dostaniemy z powrotem 4 stówy... Układ z panią w sklepie ortopedycznym nie jest zły. Z drugiej strony- w tej ortezie śmiga po domu, nawet samochodem próbuje jeździć, choć ponoć nie powinien, ogarnia bałagan jak mnie nie ma, nawet coś tam gotuje...

W sumie- głupio mówić, ale moja szefowa nie mogla sobie wybrać lepszego czasu na chorowanie. Przynajmniej nie martwię się, że w domu wszystko odłogiem leży... Najbliższe dwa tygodnie będą pewnie wyglądać podobnie... Mam nadzieję, że wyniki histpatu szefowej będą ok, bo boję się myśleć... co...
Przynajmniej wróciła do domu i jest pod telefonem. Ale 3 osoby na pełne zmiany 2+2 - to stanowczo za mało... I jeszcze fochy księżnej techniczki- bo "ona wcale nie musi brać 12tek". Niech się k... zdeklaruje, przynajmniej będę wiedzieć na czym stoję. A nie- z dnia na dzień się dowiaduję, że raczy przyjść. A wiem, że nie odpuści, bo potrzebuje kasy. Tylko lepiej fochy pokazać... Dziecinko, nie ty tu rządzisz, i nie będziesz... A szefowa zwala na mnie obecne zagrywki personalne.
"Najpiękniej" wygląda jutro i sobota... Piątek:7.30-15.00, potem 18.00- do 20.00 w sobotę- ciurkiem... 26h, jak ktoś kiepsko liczy... I ponieważ dyżur z-piątku-na -sobotę- to raczej nie pośpię...

Trudno, jak się wkurzę- będę pracować 2 miesiące po 12, potem padnę i nie wstanę... I niech się inni martwią...


Na osłodę- jedzie do mnie coś pięknego... a wcześniej przyjechało takie cudo  (to z pierwszego rzędu) :)
:))))

Przynajmniej nie będę marzła w pracy :)



środa, 09 listopada 2011
62/2011

W niedzielę w nocy szefowa wylądowała w szpitalu. Dziś miała operację, nie wiem nic...
Ogarniam robotę- jestem w tej chwili JEDYNYM kompetentnym od A do Z magistrem na etacie, umiejącym w miarę sensownie wszystko obrobić... Techniczka ciągnie 12-tki, mamy braki kadrowe...
Za chwilę moje dziewięciogodzinne zmiany też przejdą w 12-tki... Jeszcze żyję, nie wiem, jak długo...
Dobrze, że chociaż Ślubny w domu i nie muszę się martwić o dzieciaki...

Chociaż wczoraj Starszy oświadczył, że chce zrobić imprezę klasową... Jutro. Mieszkanie w bloku, 3 pokoje, 4. piętro, 30 osób "prawie" dorosłych z sianem pod sufitem... Po niezbyt burzliwych dyskusjach, na szczęście zrezygnował z pomysłu... Jako wymówkę podaliśmy... konkurencyjną imprezę rodziców w tym samym czasie. A dla mniej kumatych- ojciec po operacji. Przeszło... Uffffff....



piątek, 04 listopada 2011
61/2011

- Pani cytrynko, do końca tego roku kalendarzowego powinnam panią wysłać jeszcze na trzy tygodnie urlopu, tyle pani tego jeszcze ma. Tylko nie wiem kiedy, bo na cito muszę się położyć do szpitala na zabieg...
Niefajnie...
I może się okazać, że będę się urlopować już, natychmiast- w trakcie zwolnienia Ślubnego... Pozagryzamy się chyba, jak będziemy się widzieć 24/24. Zresztą ten mój urlop jest w tej chwili zupełnie drugorzędny... Może szefowa szybko pójdzie na zabieg - i niech jak najszybciej wraca... W najgorszej opcji czekają mnie 12h zmiany w pracy okresie przedświątecznym... I perspektywa wprowadzania nowej ustawy od 1.01.
Niech to coś szefowej wyjaśni się jak najszybciej... Ona NIE MOŻE być chora... Przecież jest młodsza ode mnie o 6 lat...



11:48, cytrynka1 , Praca
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 listopada 2011
60/2011

To się nazywa "chirurgia jednego dnia".
Zabieg o 16., o 19.30 wypad do domu, "proszę się stawić jutro o 8.rano". Fajnie... Dobrze, że mój brat mieszka całkiem niedaleko miejsca całej "imprezy". Minimalizacja kosztów- bez noclegu, pielęgniarek i lekarza na dyżurze. Mam mieszane uczucia. Termin błyskawiczny, szpital dobrze wyposażony. Prawdopodobnie można było przenocować- oczywiście odpłatnie, ale Ślubny nie chciał nawet wziąć pod uwagę takiej ewentualności.
Wraca dzisiaj, przywiezie go mój brat, we wtorek kontrola. Samopoczucie po zabiegu lepsze, niż na wiosnę w trakcie zaostrzenia stanu zapalnego.
Dobrze będzie :)


środa, 02 listopada 2011
59/2011

Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu pilotażu kapitana Wrony. To co zrobił- to absolutne mistrzostwo świata. A już słychać głosy, że naraził pasażerów, że skoro pół godziny po starcie coś szwankowało- powinien był zawrócić itd. Nasz polski kociołek, zamiast się cieszyć, że wszystko się udało- to jeszcze go pod sąd oddadzą. Ale uratował 230 osób i dla mnie jest BOHATEREM.

Wczorajszy dzień... Był, minął... Osobiście znam przyjemniejsze miejsca na piknik, niż cmentarz. Rekordy pobiła teściowa, ale po kolei.
Z racji odległości- co roku 1 XI jeździmy na grób Teścia. Od podróży w tym dniu i z góry ustalonej godzinie zwalnia jedynie gorączka 40' albo inna obłożna choroba. Inaczej jest obraza i foch Ślubnego. I wczoraj wyglądało to tak: Msza na cmentarzu, z jednej strony grobu Teścia- siostra Ślubnego z mężem i dziećmi, z drugiej strony my we czwórkę, a teściowa na ploteczkach. Nie przy grobie męża, bo trzeba zrobić rundkę i ze znajomymi pogadać. Przy innych grobach nie było lepiej, cmok-cmok, co słychać, obwarzanki, bułeczki- piknik jak się patrzy, baloników tylko brakowało... Nagłośnienie na cmentarzu kiepskie, może dlatego... Jakoś tak w środku mszy teściowa przyszła z jakąś koleżanką...
- Pamiętasz moją córkę, to jest zięć i moje wnuki, X, Y, Z, a tam z drugiej strony syn z synową i moje wnuki Starszy i Młodszy...
Zabrakło mi tylko komendy "Do pięciu- kolejno odlicz !!!"
Ta sytuacja- niestety- powtórzyła się jeszcze raz... Pozostało mi tylko zgrzytać zębami ze złości... Jaki przykład daje wnukom?  Wyobraźmy sobie, że tak się zachowuje w kościele... Nie odważyłaby się, mało tego- byłaby zbulwersowana... Powiedziałam Ślubnemu, co o tym myślę, powiedział, że jemu też to się nie podoba, ale nie będzie robił afery, nie ma sensu... Może i nie ma... Na ploteczki trzeba było przyjść przed, albo po mszy, a nie w trakcie... Ja tam zbytnio religijna nie jestem, nie bywam w kościele co niedziela, raczej tylko od święta, ale pewne zachowania rażą bardzo...

W przyszłym roku na taki "piknik" nie pojadę. Gdzieś się zatraca idea tego Święta...

=========================

Ślubny pojechał do stolicy na artroskopię kolana, dziś wieczorem ma wrócić, jeszcze nie wiadomo, kto go przywiezie... Idę się czymś zająć, żeby się nie denerwować...




poniedziałek, 31 października 2011
58/2011

Stało się.
Po prawie ćwierćwieczu odkurzyłam... druty.
Wydziergałam opaskę "na zatoki" tzw. ściągaczem angielskim. I dochodzę do wniosku, że to hobby chyba nie dla mnie- brakuje mi cierpliwości...
Co prawda moje dziergane doświadczenia zatrzymały się na włóczce tzw. "anitex", anilanie i tzw. wełnie zgrzebnej, tudzież aluminiowych drutach. W moich czasach studenckich tylko to było dostępne. Dziergałyśmy z koleżanką na nudnych wykładach, a kamizela- gigant bez guzików z tamtych czasów do dzisiaj leży w szafie w pracy i służy jako ogólne dostępny "docieplacz". Ale nigdy nie lubiłam robić we wzory, szczytem "ozdobnictwa" były kiedyś modne kuleczki. Teraz też używałam tylko akrylu. Wiem, że zmieniły się materiały, włóczki, druty... Wczoraj weszłam do pasmanterii w centrum handlowym i dostałam oczopląsu. Niektóre rodzaje włóczek to po prostu czarna magia- co do czego... Tak czy inaczej- to nie dla mnie, inwestować w przybory i materiały nie zamierzam ;). Za wolno to się robi...

Młodszy załapał jakiegoś wirusa żołądkowego, czuję, że pomalutku i mnie coś zaczyna brać. Na szczęście wirus jest raczej "jednostronny", ale co będzie jutro- czas pokaże... Nie wiem, czy w takim układzie wyjedziemy wszyscy, czy tylko ci zdrowi...

I chyba zniknę z bloga- na jakiś miesiąc. Trudno cokolwiek pisać, jak blogotwórczość trzyma się w tajemnicy, a Ślubny na zwolnieniu po zabiegu będzie zaglądał przez ramię... Ciekawe, jak ja to przeżyję... Uziemiony, przez to marudzący facet w domu... Mam nadzieję, że to nie potrwa długo :)



piątek, 28 października 2011
57/2011

Starszy w nowej szkole znów ma nowego "wielbiciela". Wczoraj oświadczył nam, że "rękoczyny po półroczu niewykluczone".
Obiecał chodzić na basen, celem rozładowania agresji. Pływa całkiem nieźle, 2 km ciurkiem robi... Wstrzymaliśmy kieszonkowe od miesiąca- bo obiecał, a się nie wywiązuje- to my też nie będziemy dokładać za friko. Jak dotąd bez efektu...
I oświadczył, że za tydzień ma "imprezę integracyjną". 15 km za miastem. Może być problem z dowozem, bo Ślubny będzie po zabiegu.
Hm... "impreza integracyjna"... Chyba zaczynam się bać... Pozostaje mi tylko wierzyć w jego rozsądek.  Zawsze musi być ten "pierwszy raz", kiedy Dzieć pójdzie na imprezę, a matka się będzie trząść...




11:01, cytrynka1 , Starszy
Link Komentarze (1) »
56/2011

Wpis zadawniony, zapomniany, z braku okazji. Przypomniał mi się... po dzisiejszym nocnym dyżurze w pracy.

Znów zaczęłam dyżurować. Sporadycznie, jak trzeba- ale trzeba coraz częściej. Techniczka dałaby się pokroić w plasterki za dyżur- ale szefowa nie chce jej dawać... Boi się, że w dobie bezwzględnej konkurencji ktoś ją podkabluje, że technik sam w nocy...

To było jakiś miesiąc temu. Ot- ranki i wieczory zimne, dni gorące. Plaga komarów, szukająca ciepełka, całe chmary w aptece, wołanie na puszczy o jakiś "antykomar".
Dyżur. Jakoś mocno po północy. Przyłożyłam się do poduszki- trza być na chodzie do 15. dnia następnego. Tałatajstwo lata... Trudno, może się jakoś zdrzemnę. Cisza, spokój, samochody nie jeżdżą, zgasiłam światło, położyłam się...
... i usłyszałam odgłos nalotu dywanowego. To nie tak, że jeden komar brzęczy przy uchu i nie daje spać... To setki, trochę dalej- ale ich brzęczenie przeradza się w złowrogi pomruk... Przypomina mi się scena nalotu z "Czasu apokalipsy", "Walkirie" w tle...
Wstałam. Zapaliłam światło. W magazynie cudem znalazłam jakiś zabłąkany repelent na skórę dla dzieci. Spryskałam koc... Smród jak nieszczęście, wietrzyłam potem chyba z pół godziny.
Ale za to potem przysnęłam do 6.30. I obudziłam się w całości. Krwiopijcy trzymali się z daleka!!!
A spray na komary stoi u mnie w szafce i czeka na przyszły sezon. Muszę tylko pamiętać, że nie używa się go w pomieszczeniach...


A po dzisiejszym idę się zdrzemnąć... Nieprzytomna z lekka jestem po tym, jak mnie narkoman obudził o 4.30 po dwie igły... Utarg stricte z dyżuru- w/w (25 groszy)+ pan ze straży miejskiej po "coś na ból gardła"- niecałe 20 PLN...
Gdzie sens tego dyżurowania...



10:53, cytrynka1 , Praca
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 października 2011
55/2011

Niniejszym propaguję...








TAM...  U Kogoś, kogo podziwiam i cenię za wytrwałość...

Szale i inne rzeczy przecudnej urody. Dziergałam kiedyś trochę, już dawno zarzuciłam z braku czasu. I pełna podziwu jestem, jak to zrobić, żeby się nie pomylić. I zapleść w tę właściwą stronę. Ot- matematycznego umysłu potrzeba ;)

I się pochwalę- już wygrałam bonusika :)



czwartek, 20 października 2011
54/2011

W niedzielę nad ranem wracali z imprezy. Chwytał mróz. Złapali "okazję".
Nic nie wyczuli... Pijany kierowca przewiózł ich tak, że jeden z pasażerów zginął.
Dziewiętnastolatek. Harcerz. Przyboczny w drużynie Młodszego.
Dziś pogrzeb... Nie mogę się pozbierać... Taka bezsensowna śmierć...

07:54, cytrynka1
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26