Życie jak każde inne...

Prywatny punkt widzenia

Wpisy

  • środa, 24 sierpnia 2016
    • 37/2016

       

      Istnieje coś takiego, jak gorączka przedwyjazdowa - reisefieber.

      A czy istnieje depresja przedwyjazdowa? Chociażby fakt, że siedzę tutaj, zamiast robić inne, pożyteczniejsze rzeczy, których zostało mi jeszcze od groma i trochę...

      Nic mi się nie chce...

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „37/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      środa, 24 sierpnia 2016 18:28
    • 36/2016

       

      Dlaczego pracodawca musi odebrać pracownikowi radość z oczekiwanego urlopu, do ostatniej chwili trzymając go w niepewności, czy pójdzie, czy nie? Najpierw trzeba pracownika upodlić, uczynić go winnym wszystkich niepowodzeń firmy. A potem jaśniewielmożny pan prezes udzieli "aktu łaski",w postaci akceptującego podpisu pod podaniem o urlop. A pracownik będzie mógł wypocząć w terminie, który ustalony był w styczniu. A kto odda zdrowie za zszarpane takim postępowaniem nerwy pracownika i jego rodziny???!!!

      Dlaczego za to, że na produkcji brakuje co najmniej pięciu osób do pracy, odpowiada inżynier koordynujący, a nie prezes, który nie chce dać ludziom sensownej pensji???!!! W tej branży już dawno ludzie przestali pracować za najniższą krajową, ale do prezesa jeszcze to nie dotarło. Bo trzeba dać zarobić firmie byłej żony i wyremontować budynki w firmie, które tak naprawdę tego remontu nie potrzebują. A potem się szuka winnego tego, że kontrakt nie zostanie zrealizowany w terminie. Pomimo tego, że Ślubny raz na dwa tygodnie zgłasza zapotrzebowanie na pracowników. Wystarczyłoby zaproponować trochę więcej- i pracownicy na produkcję pewnie by się znaleźli. Ale po co? Lepiej szukać kozłów ofiarnych w sytuacji kryzysowej, upodlić ludzi, żeby potem nie było, że im się cokolwiek należy. Nawet urlop według kodeksu pracy...

       

      Ulało mi się, przepraszam... Jutro lecimy. Jednak. Nawet nie mam siły się cieszyć, bo kula wściekłości w żołądku skutecznie mi to uniemożliwia. Wczoraj w oczekiwaniu na "wyrok" wypiłam prawie całą butelkę neospasminy. Nic mocniejszego nie wchodziło w grę, bo musiałam być "kontaktowa". Dobrze, że w aptece ruch mierny, przynajmniej nie miałam okazji nikogo niechcący z nerwów otruć... Już nie mówiąc o tym, że Ślubny wrócił z pracy dzisiaj około 3. nad ranem, pojechał rano i będzie sukces, jak wróci przed północą... Ja też zaraz wybywam do pracy, wracam późnym popołudniem i mam jeszcze kupę rzeczy do zrobienia. Na szczęście pakowanie wstępnie ogarnięte.

      Wracam po 10.09. Mam nadzieję, że pourlopowo w lepszym humorze...

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „36/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      środa, 24 sierpnia 2016 08:38
  • wtorek, 23 sierpnia 2016
    • 35/2016

       

      Młodszy jest wyższy ode mnie o pół głowy. I jego ciemne i bardzo gęste dosyć krótkie włosy w lecie zawsze mu trochę płowieją. W sumie zauważyłam, że ma jakieś takie rudawe po wierzchu, ale stwierdziłam, że to pewnie po obozach na słońcu. Chociaż słońca w tym roku nie było jakoś specjalnie dużo. Dopiero wczoraj rano, zbierając pranie, zerknęłam na niego jak spał. I... od skóry ma ciemniejszy odrost, tak z 1,5 cm... W sumie nie rzuca się w oczy, wierzch wygląda naturalnie, skoro nie zauważyłam przez miesiąc ;)

      - Synu, a na tym obozie sportowym to ci chcieli włosy ufarbować? Stąd ten rozjaśniacz w oku?

      - Sam chciałem. Tylko mam za ciemne i nie wyszło...

      Najgłupszy wiek. Dobrze, że tylko o takich wybrykach wiem. Bo podejrzewam, że niedługo to i mnie ten rozjaśniacz się przyda, żeby zamaskować siwiznę z powodu innych wyczynów Młodego. Bo że będą- tego jestem bardziej, niż pewna...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „35/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 sierpnia 2016 12:08
  • poniedziałek, 22 sierpnia 2016
    • 34/2016

       

      Aneks do poprzedniego wpisu.

      Dni dobroci dla rodziców trwają...

      Wczoraj pojechaliśmy do znajomych na działkę. Ponieważ dla dzieci to średnia atrakcja- zostały w domu, z przykazem odkurzenia mieszkania, umycia podłóg w korytarzu i kuchni, a jak się będzie chciało- to i łazienka jest do ogarnięcia. Niedziela... trudno ;). Ponieważ nasze życzenia rzucane były raczej "w powietrze", bo towarzystwo ledwo otworzyło po jednym oku na oświadczenie, że już wyjeżdżamy- nie robiliśmy sobie wielkich nadziei na ich spełnienie. A po powrocie... niespodzianka. Odkurzone, umyte, posprzątane, nawet śmieci wyniesione. Aniołki normalnie...

      Nie mówię, że do tej pory nie robili nic. Ale każde polecenie czy prośba było oprotestowywane dłużej, głośniej i mocniej, niż trwałoby samo wykonanie tej czynności. Tak, że coś jest na rzeczy...

      Przyznam się, że ze cztery tygodnie temu zrobiłam im karczemną awanturę. Naprawdę. Po jakiejś wyjątkowo paskudnej sobocie w pracy wróciłam do domu, głowa boli tak, że ledwo na oczy widziałam, a tu nie przesadzając- chlewik w chałupie. Ślubny oczywiście też w pracy. W kuchni rzędy brudnych kubków i talerzyków na wszystkich blatach, jakieś brudne ciuchy na podłodze, łóżka nieposłane, a towarzystwo siedzi - każdy przy swoim komputerze i w powietrzu wisi niezadane przez nich pytanie- kiedy obiad? Najpierw się wydarłam, potem kategorycznie ZAŻĄDAŁAM domowego obiadu od nich (surowe schabowe w lodówce do rozbicia i usmażenia, ziemniaki do obrania i ugotowania, jako dodatek ogórki ze słoika) - no bo jak to jest, że matka przychodzi zmęczona w sobotę z pracy i ma jeszcze usługiwać dwóm dorosłym udzielnym książętom, którzy mają wakacje ???!!! A sama poszłam spać... Głowa... Po dwóch godzinach zostałam delikatnie obudzona, na stole stał świeży obiad... Co prawda kuchnia wyglądała jak pobojowisko, ale potem posprzątali i już się nie miałam do czego przyczepić... Od tamtej pory wszystkie prośby i polecenia są realizowane bez większych oporów.

      Może podziałała terapia szokowa? I teraz mam podmienione dzieci? Może w końcu do nich dotarło, że są prawie dorośli i pewnych rzeczy nikt za nich robił nie będzie?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „34/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 sierpnia 2016 10:33
  • sobota, 20 sierpnia 2016
    • 33/2016

       

      Właśnie zorientowałam się, że... chyba podmieniono mi dzieci ;)

      Otóż kiedy rano poprosiłam obu chłopaków o zdjęcie pościeli do prania, to oprócz sakramentalnego "gdzie to położyć?" mniej więcej po kwadransie od prośby- nie usłyszałam NAWET JEDNEGO słowa protestu. Ani "Dlaczego właśnie dziś?", ani "A muszę koniecznie teraz, nie mogę wieczorem?", ani "Nie muszę zmieniać, będę spał w brudnej..." No nic, kompletnie.

      I teraz zastanawiam się, co jest grane? Bo to nie jest normalne ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „33/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      sobota, 20 sierpnia 2016 14:10
  • piątek, 19 sierpnia 2016
    • 32/2016

       

      Nie składa nam się w tym roku wyjazd na urlop, chyba jak w żadnym innym jeszcze... Bo to, że Ślubny siedzi w pracy w ostatnią noc, przyjeżdża do domu, pakuje się i jedziemy- do tego zdążyłam się już przyzwyczaić, choć nieodmiennie mnie to wkurza.

      Najpierw biuro podróży przełożyło nam wylot z Polski. Z 7. rano na 13. Co przy prawie 6 godzinach lotu, formalnościach okołolotniskowych i 1,5 h transferu do hotelu daje niebagatelną różnicę- dolecimy głębokim wieczorem, MOŻE zdążymy na kolację. Trudno. Do przełknięcia.

      Potem u mnie w pracy... Osoba, która do tej pory "łatała" wszystkie luki w obsadzie swoim 3/4 etatu (matka Szefowej)- rozchorowała się na poważnie.  Już wcześniej głośno było mówione, że ma kolano do operacji, a najprawdopodobniej do wymiany. Dwa tygodnie temu noga definitywnie odmówiła współpracy, tzn. ból przy chodzeniu uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Przy naszych godzinach otwarcia 7-21 przez 7 dni w tygodniu- pracy nawet dla trzech osób jest od... A jeszcze ja mam iść na urlop... Na razie nikt mi nie powiedział, że nie idę, w tym tygodniu koleżanka jest na urlopie i jakoś z szefową dajemy radę, ale... No właśnie...

      Kasa, którą Ślubny miał dostać miesiąc temu za jakąś fuchę z wiosny- i która miała nam załatać wakacyjny budżet- na razie odsuwa się w bliżej nieokreśloną przyszłość- może październik? Szlag by to...

      I wczoraj - wisienka na torcie: Ślubny- po powrocie z pracy, około 21.30:

      - Istnieje około 30% prawdopodobieństwa, że nie dostanę urlopu. Będę wiedział we wtorek...

      Tia... Mamy lecieć w czwartek. Czasu wystarczająco na jakiekolwiek manewry, prawda?

      Prawo jest takie, że firma może cofnąć pracownika z zaplanowanego urlopu, pod warunkiem, że zwróci mu wszystkie poniesione koszty. Ciekawe, czy zwróci również za mnie- bo przecież mogłam lecieć sama, prawda? Ślubny ma jeszcze niewykorzystany urlop z poprzedniego roku- takie są umowy wewnętrzne w firmie, że można. A Ślubny nie chce zgodzić się na kasę, bo urlop mu się należy, jak psu miska. Tylko, do k... nędzy- KIEDY ma go wykorzystać? Ale- jeśli nie pójdzie teraz- sprawa zapewne skończy się w Inspekcji Pracy, bo to już będzie lekkie przegięcie... Do tego przez nerwy i stres nastąpiło zaostrzenie choroby przewlekłej Ślubnego. Jak nie pójdzie na urlop- to pójdzie na zwolnienie, bo nie wyrabia...

      Jeśli ktoś miał jakieś doświadczenia tego typu- proszę o info...

      Wkurw totalny...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „32/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      piątek, 19 sierpnia 2016 08:53
  • wtorek, 16 sierpnia 2016
    • 31/2016

       

       

      Jak się ma trochę więcej czasu i ochoty, to wychodzą różne eksperymenty kulinarne.

      Na przykład takie:

      Przed pieczeniem

       

       

      Po pieczeniu

       

       

      I wtedy okazuje się, że cztery średnie cukinie na kolację dla czterech średnio głodnych dorosłych osób- to trochę mało... Tak naprawdę wszyscy myśleliśmy, że Młodszy zrezygnuje ze swojej porcji ze względu na suszone pomidory w składzie. Bo Młodszego pomidorami w każdej postaci można wygonić z domu. Toleruje tylko keczup, zupę pomidorową z koncentratu i sos do spaghetti bolognese, pod warunkiem, że nie będzie w nim kawałków pomidorów. A tu rozczarowanie. Oblizywał się i pytał, czy nie zostało jeszcze... Może trochę ze względu na pizzopodobny smak, bo sypnęło mi się ziół prowansalskich tak "od serca". Danie na pewno do powtórki...

      Potrzebne są 4 średnie cukinie- czy tam ile się na blasze mieści. Umyć, obciąć końcówkę, przekroić wzdłuż, wydrążyć, zostawiając ściankę z pół centymetra.

      Farsz: Trochę wędzonego boczku, trochę salami, 2 kulki najtańszej mozzarelli pokroić, wymieszać. Stwierdziłam, że będzie mało, dodałam trochę posiekanych środków z cukinii. Mało... W szafce spiżarnianej znalazłam coś, co się nazywa: suszone pomidory z serem w oleju. Data ważności 04.2016. Tia... Nada się. Bez tego oleju oczywiście. Do tego trochę pieprzu, odrobinka soli i te zioła prowansalskie, ile kto lubi. Na wierzch mógłby być jeszcze parmezan albo coś podobnego, albo nawet zwykły żółty ser. Ale nie miałam. Trudno.

      Do piekarnika. U mnie, ponieważ mam popsutą grzałkę- 40 minut w 180', ale pewnie może być krócej.

      20 minut przygotowywania, 40 minut pieczenia, 5 minut jedzenia. Koniec.

      A następnym razem do farszu dorzucę jeszcze posiekaną cebulkę (teraz zapomniałam). I mam w lodówce kostkę fety na granicy terminu ważności. Będzie doskonały sposób na jej utylizację. Tylko muszę obczaić jakąś większą blaszkę, żeby mi się tak ze 6 cukinii zmieściło... Dobre danie na zagospodarowywanie różnych resztek...

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „31/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 sierpnia 2016 09:45
  • poniedziałek, 15 sierpnia 2016
    • 30/2016

       

      A w czwartek udało mi się "na cito" zaliczyć okulistę z Młodszym. Oczywiście prywatnie, najbliżej i najszybciej, jak się dało. Nie, nie u "mojej" okulistki. Okazało się, że "czego oczy nie widzą, tego matce nie żal..." Na pierwszym obozie - tym sportowym, na który pojechał z niesprawną ręką (już w porządku)- Młodszy oberwał centralnie w oko... rozjaśniaczem do włosów (!!!!!????). Tia... Przemył, ale to zaczerwienienie, to mógł być późny skutek oparzenia chemicznego. Potem obóz harcerski, warunki stricte polowe, jakiś nocne podchody, mógł też dostać jakąś gałęzią... Na szczęście nic groźnego się nie dzieje, dostał krople przeciwzapalne i już jest lepiej. A poza tym- okulary do czytania, jakieś połówki, jedno oko słabsze, standard u nas w rodzinie... Niby przy badaniu przeczytał wszystko bezbłędnie, ale komputer coś tam wykazał. I przy dłuższym czytaniu, jak mu się oczy zmęczą- może-ale nie musi- zakładać okulary. Z robieniem poczekamy do września, bo obawiam się, że kolejnego nieplanowanego wydatku nasz budżet nie przetrzyma...

      Swoją drogą- co się na tym obozie sportowym działo? Młodszy mówił o jakimś "pokocie"- czyli grupa 18 osób sypiała w pokoju trzyosobowym. Na materacach na podłodze. Tak im dobrze ze sobą było? Cóż... W sumie Młody jest w takim wieku, że zawiera jedne z najtrwalszych znajomości i życie towarzyskie wśród rówieśników jest ważniejsze od czegokolwiek innego. Do liceum się dostał, tam, gdzie chciał. A klasa - to w ponad połowie znajomi z gimnazjum i podstawówki, nawet z tej samej byłej klasy. Żeby tylko to życie towarzyskie nie było ważniejsze od nauki...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „30/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 sierpnia 2016 13:35
  • niedziela, 14 sierpnia 2016
    • 29/2016

       

      Szczyt zakręcenia (się) ?

      Wczoraj wieczorem: Odkręciłam pojemniczek na soczewki, nalałam płynu, umyłam zęby, zakręciłam pojemniczek na soczewki, nakremowałam twarz i ręce...

      O tym, że soczewek nie zdjęłam- zorientowałam się w momencie założenia okularów do poczytania książki przed snem, już w łóżku. Jakiś taki rozmazany ten obraz... Ale jak się nałoży okulary +7 na soczewki +8, to trudno się dziwić... Niewyspanie? Dziś spałam do 10.- bite 12 godzin. I jutro zamierzam powtórzyć...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „29/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 sierpnia 2016 19:46
  • czwartek, 11 sierpnia 2016
    • 28/2016

       

      Komisyjny dentysta zaliczony też. Tia...

      Straszy po prawie dwóch latach bez kontroli wykpił się zaledwie zleceniem na czyszczenie kamienia. Oby tak dalej :)

      Ślubny- odkryty spory ubytek w miejscu, gdzie jeszcze pół roku temu go nie było (albo był, tylko się chował). Plus co najmniej jeszcze jedna wizyta.

      Ja- zalecenie czyszczenia kamienia (w sumie termin) i "rewizja korony" (mam ich niestety kilka), jakkolwiek to brzmi, bo jest podejrzenie rozszczelnienia. Aaaaaaa... Na wiosnę zakończyłam roczną batalię z innym zębem. Przeleczony kanałowo kilka lat temu już wtedy prawie kwalifikował się na koronkę. Dentystka zdecydowała się jednak zrobić nadbudowę, "jak puści, to się będziemy martwić, za jakieś 2-3 lata". Wytrzymał prawie 5, rok temu pękła mi w nim ścianka, bardzo głęboko. Do korony należało podciąć kość szczęki, pół roku gojenia, potem cała jazda z koroną, ponad 2000 pln pooooszłooooo... I kanały już były zrobione, bo wtedy należałoby jeszcze z 500 doliczyć... Mam nadzieję, że nie będzie powtórki z rozrywki, bo w sumie za tę kasę wolałabym gdzieś na tydzień wyjechać :/

      I Młodszy- do przepisania na inny termin, rozchorował się po obozie z gorączką, zdiagnozowane "opryszczkowe zapalenie gardła" i "przebyta mononukleoza" u lekarza w przychodni. Wystraszyłam się, tym bardziej, że po 5 dniach leczenia przeciwwirusowego nie było jakiejś istotnej poprawy, i poszłam gdzie indziej prywatnie. Na szczęście obie diagnozy zostały podważone, z bardzo rozsądną argumentacją. Młodszy w ciągu ostatniego 1,5 roku urósł ponad 20 cm i odporność po prostu poleciała na łeb... Wirus i tyle... Leki na uodpornienie plus dołożyć antyalergiczne, bo zdiagnozowana dawno temu alergia na trawy, do tej pory nie dająca jakichś dokuczliwych objawów, może dawać takie podłoże do infekcji... Plus przekrwione oko, ujawnione dopiero trzy dni po powrocie. Myślałam, że to od komputera, nie po raz pierwszy zresztą, i zbagatelizowałam, ale Młodszy na jakichś podchodach musiał oberwać gałęzią czy czymś w oko, bo pani doktor przypatrując się stwierdziła, że to raczej pourazowe. I zaleciła okulistę... W sumie jak się przypatrzyłam, to nie wygląda to najlepiej...

      - Pani doktor, a może i mi pani zajrzy do gardła? Bo mam jakąś kluchę... Nic poza tym, żadnych objawów, ale jakoś mi dziwnie...

      - Tiaaaa... Pani gardło wygląda dużo gorzej, niż syna... I nalot na migdałkach pani ma... Antybiotyk się należy... Zwolnienie pani chce? Bo po co ma pani zarażać współpracowników...

      - Nie mogę. Za dwa tygodnie mam urlop, jeszcze bym nie pojechała... W sumie czuję się dobrze, tylko ta klucha...

      A poszłam tylko skontrolować Młodego... Podejście do okulistki dzisiaj, ciekawe, czy nie wyjechała na urlop...

      Kumulacja...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „28/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 sierpnia 2016 08:42
  • wtorek, 02 sierpnia 2016
    • 27/2016

       

      Delektuję się ostatnimi chwilami ciszy i spokoju. Bo Młodszy właśnie wrócił z obozu i przez co najmniej miesiąc będziemy w komplecie. Do tej pory Starszy z Młodszym jakoś się mijali w rozjazdach. Ale zaraz zapewne zaczną się kłótnie o komputer stacjonarny, o to, że jeden drugiemu przeszkadza... Nie mówiąc o tym, że muszę zacząć wymyślać obiady trochę pożywniejsze, niż fasolka z bułeczką (mnie i Ślubnemu wystarcza, ale Młodszy dzisiaj kategorycznie domagał się MIĘSA!!!).

      Jeszcze muszę pogonić rozpakowanie plecaka i pranie. Może lepiej będzie, jeśli nie będę w tym uczestniczyć... 10 dni w górach, codziennie deszcz, brak prądu, 3 odliczone minuty na prysznic...

      Odzwyczaiłam się już trochę od tego, że mieszkamy we czwórkę...

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „27/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 sierpnia 2016 11:39
  • piątek, 29 lipca 2016
    • 26/2016

       

      Ufff...

      Doroczny przegląd podwozia i przyległości zaliczony. Na szczęście nic się nie dzieje.

      Ale jak się ma prawie 5 na początku (i "prawie" w tym przypadku naprawdę nie robi wielkiej różnicy), to trzeba się badać. I odkąd łykam tabletki- a będzie dobre paręnaście lat- pilnuję tej dorocznej wizyty jak mało czego. Po recepty chadzam, zgodnie z umową, bywam, jak się coś dzieje. Ale coroczny przegląd- rzecz święta !!! USG piersi, brzucha i ginekologiczne. Plus cytologia. Prywatnie, ale na to pieniądze mam ZAWSZE. Pewnie dużo zmienia fakt, że znalazłam "swojego" lekarza, ze stosownymi certyfikatami, z dobrą opinią wśród pacjentek, do tego blisko, nie trzeba nigdzie jeździć. I pasuje mi jako osoba, a to też ważne.

      Żeby mi się tak chciało jeszcze okulisty i dentysty pilnować...

       

      Kobiety- marsz na przegląd !!!!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „26/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      piątek, 29 lipca 2016 10:54
  • czwartek, 28 lipca 2016
    • 25/2016

       

      Czy będzie bardzo wielką perwersją, jeśli napiszę, że wczoraj W PRACY przeczytałam 1/3 z 600-stronicowej książki, kompletnie nie związanej z moim zawodem?

      Przynajmniej nie miałam poczucia totalnie zmarnowanego czasu... Jeden pacjent co pół godziny- 40 minut. I my we dwie z koleżanką, kompletnie NIC do roboty, ani sprzątania, ani receptury, papiery ogarnia szefowa... Koleżanka zajęła się krzyżówkami i sudoku z prasy branżowej, ja ze swojej szafki wygrzebałam książkę...

      Zazwyczaj zamawiam po kilka tytułów w księgarniach wysyłkowych. Z dostawą do apteki. Potem pomalutku, po 1-2 sztuki wynoszę do domu. Ostatnie zamówienie zrobiłam "na zaś", czasem zamawiam coś, żeby mieć na "nagły prezent", jak się trafi... I taka właśnie pozycja została mi w szafie, jeszcze niewyniesiona do domu. Bo w sumie biografie czytuję, ale bez większego zacięcia, a tutaj bardzo miłe zaskoczenie. Bo to właściwie nie biografia, ale wspomnienia, trochę plotkarskie, bardzo dobrze się czyta. Ameryka końca lat 60., trzech sławnych Polaków, usiłujących się w niej odnaleźć. Koniec, niestety, będzie tragiczny...

      Tomasz Lach "Ostatni tacy przyjaciele. Komeda, Hłasko, Niziński".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „25/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lipca 2016 10:36
    • 24/2016

       

      Czego Prawdziwa Kobieta życzy sobie na imieniny?

      Kwiatów?

      Butów?

      Ciuchów?

      Perfum?

      Wycieczki do spa? Albo na Karaiby?

       

      Nie... Największą radość sprawia jej dwuterabajtowy dysk przenośny do komputera :)

      Nareszcie ma gdzie zrobić backup zdjęć ;) I spokojnie zrobić w nich porządki.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lipca 2016 10:20
  • poniedziałek, 25 lipca 2016
    • 23/2016

       

      Młodszy wrócił z obozu. I w piątek pojechał na kolejny. Wygląda na to, że z ręką ok. Tzn pobolewa, ale jest praktycznie w pełni sprawna. W dniu, kiedy kurier na obóz dostarczył mu porządny stabilizator nadgarstka- stwierdził, że nawet nie musi jej bandażować. Zawarł jakieś nowe znajomości, na których mu chyba bardzo zależy, bo molestuje nas o samodzielny wyjazd do kumpla, bagatelka- 200 km. Ale to jak wróci z obozu. Poczekamy, zobaczymy.

      Starszy po Woodstocku, bilans strat: rozdeptany futerał od okularów (i tak dobrze, w zeszłym roku musiał na cito robić nowe po jakimś szalonym pogo) i skręcona kostka (pogo w błocie w sandałach). I o ile Młodszy, jak mu coś dolega- ściśle stosuje się do zaleceń, smaruje, bandażuje, łyka tabletki- o tyle Starszy ma to, delikatnie mówiąc, gdzieś. "Nie chce mi się", "samo przejdzie", "ten żel się lepi" itd... Kostka jest lekko spuchnięta i widać, że boli, bo Starszy trochę utyka, a minęło już dwa tygodnie... Chyba musimy się za to wziąć, jakieś prześwietlenie albo usg, żeby nie zaniedbać...

      W domu po staremu, skończyłam pracę na zmiany "szarpane", trochę rano, trochę po południu. I czuję się, jakbym była na urlopie, bo jakoś tak mało mam do roboty i czasu jakby więcej... Odeśpię nareszcie ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 lipca 2016 10:54
  • niedziela, 17 lipca 2016
    • 22/2016

       

      Gdy naczelny miejski narkoman, zaopatrujący się w aptece w strzykawki, igły i inne akcesoria "zestaw proszę" (taki, na którego widok cię trzęsie i uciekasz na zaplecze, żeby tylko nie musieć go obsługiwać)- okazuje się być twoim sąsiadem z ulicy i na twój widok kłania ci się w pas, nie pozostaje ci nic innego, jak:

      a) strzelić sobie w łeb, ewentualnie zastrzelić się własnoręcznie z łuku

      b) podejść i poprosić o działkę

      c) uciec z krzykiem

      d) przyjąć sąsiedztwo "z dobrodziejstwem inwentarza" i przy najbliższej wizycie rzeczonego w aptece, uśmiechając się, zacząć niezobowiązująco gawędzić o pogodzie i innych neutralnych tematach...

       

      Chyba się starzeję, jeszcze pół roku temu najbardziej prawdopodobne byłyby trzy pierwsze opcje...

      =====================

      Najgorsze jest to, że to są dorośli ludzie, trzydziestolatki, jeżdżący samochodami... Pod wpływem...

      Boję się jeszcze osiemdziesięciolatków za kierownicą... Mam takiego pacjenta, jakiś czas temu przeszedł udar, coraz trudniej się z nim dogadać... Nie kontaktuje... Ale prawa jazdy nikt mu nie odebrał, nie wysłał na badania, samochodem dalej jeździ... Jak długo? Aż strach pomyśleć, że ucierpi ktoś niewinny...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „22/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lipca 2016 19:18
  • piątek, 15 lipca 2016
    • 21/2016

       

      Wczoraj wieczorem uświadomiłam sobie, że "przepołowiłam" urlop szefowej. Byle jeszcze przeżyć sobotę 14 h ciurkiem, a potem następny tydzień to już luzik...

      Młodszy wraca jutro z obozu, ciekawe, w jakim stanie. Zważywszy na to, że do mnie zadzwonił raz, krótko z konkretnym pytaniem, a do ojca wysłał jednego smsa- nawet, jeśli ręka go boli, to musi tam być mu bardzo dobrze, bo... nie dzwoni. Jest taka zasada, że jak dziecku jest bardzo źle, to dzwoni i smsuje po 5 razy dziennie. Opiekunowie też nie dzwonili, żeby go zabrać- czyli daje radę.

      A Starszy wyjechał na Woodstock. Trochę mi się pogoda nie podoba, sam stwierdził jak dzwonił, że jest "mudstock". Ale w końcu nie jest sam, w takiej samej sytuacji jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi, więc raczej nic mu nie będzie. Zapomniał wół, jak cielęciem był i jeździł pod namiot, przy nie zawsze idealnej pogodzie... Co prawda- w obliczu wczorajszych wydarzeń z Nicei trochę strasznie się robi. Ale mam nadzieję, że skoro służby postanowiły, że jest to "impreza podwyższonego ryzyka"- to i kontrola jest większa...

      A nie wiem- czy ŚDM- ma też taki status? Bo nie interesowałam się tym jakoś bardzo, może dlatego, że u mnie ze znajomych młodych nikt nie jedzie...

      Ot i tak... Byle do sierpnia.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lipca 2016 13:27
  • czwartek, 14 lipca 2016
    • 20/2016

       

      Subiektywny przegląd ostatnio przeczytanych książek.

      Gaja Grzegorzewska- "Żniwiarz" i "Noc z czwartku na niedzielę". Marcin Ciszewski- "Mróz", "Wiatr" i "Upał". Literatura z wątkami kryminalnymi, czysta, żywa rozrywka na urlop, polecam.

      Anna Sulińska -"Wniebowzięte. O stewardessach w PRL-u". Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Niby wszyscy wiedzieli, że stewardessy dorabiały sobie handlem, ale co innego myśleć, a co innego o tym przeczytać. I nie tylko o tym. Warto.

      Oksana Pankiejewa- "Przekraczając granice" i "Pierwszy dzień wiosny". Fajne fantasy, językowo i kulturowo widać, że wschodnie. Świat równoległy, niby średniowiecze, ale z magią i jakimiś zdobyczami współczesnej cywilizacji. Rozrywkowo dobre, tylko strasznie nierówne. Momentami miałam wrażenie, jakby książki pisały 3-4 różne osoby. Albo- że było wcześniej trochę wątków, trochę przygód, wydawca naciskał, jakoś wypadałoby to zlepić i oddać. Niemniej na kolejny tom skuszę się na pewno.

      Christopher Priest- "Odwrócony świat". Seria "Artefakty" wydawnictwa MAG, już samo to bardzo dużo mówi. Dosyć ciężka fantastyka, nie da się takich książek przeczytać kilku ciurkiem, ale raz na jakiś czas warto sięgnąć i po coś takiego.

      Coś lżejszego i "babskiego"- Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz -"Awaria małżeńska". O tym, że faceci zostawieni sami z dziećmi, postawieni z powodów losowych przed faktem dokonanym- dają radę i świat się nie zawala. Lekko i z humorem, dobrze się czyta.

      Dla kontry, że zawsze dobrze trafiam - gniot totalny, kompletnie nie w moim typie, wyrzucone pieniądze. Oliwia Stępień- "Sabat zgorzkniałych czarownic". Po tytule spodziewałam się czegoś ciekawszego. W środku- nie mam porównania, bo nie czytałam Greya- ale myślę, że coś Greyopodobnego. Książka pisana w pierwszej osobie, niby o miłości- ale chyba głównie własnej, irytujący język. Dobrnęłam do połowy i chyba oddam w prezencie do kosza, który stoi u nas w bibliotece. Gdzie jak komuś coś zbywa, to wkłada. A inny jak znajdzie coś dla siebie- to bierze. Czy to dziwne, że mimo tego, że ludzie pozbywają się raczej tych pozycji, które im wadzą- kosz stoi przeważnie pusty? Mi się nie podobało- ale może kogoś zachwyci?

      I na deser- Jurgen Torwald "Ginekolodzy". Naprawdę, niech chowają się horrory Kinga i Mastertona. Baaardzo się cieszę, że nie żyję w połowie XIX wieku, tylko w trochę bardziej cywilizowanych czasach. Włos się jeży na głowie, co się działo... Lektura obowiązkowa dla wielbicieli historii medycyny - i thrillera medycznego również. POLECAM !!!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „ 20/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lipca 2016 13:51
  • niedziela, 10 lipca 2016
    • 19/2016

       

      Figle umysłu, część druga ;)

      Zimą miałam sen. Znów realistyczny, zapamiętany w najdrobniejszych szczegółach. Rzadko mi się to zdarza, ale raz na jakiś czas pamiętam, co mi się śniło...

      Maleńki, drewniany kościółek. Chyba lato, nie czuję, żeby mi było zimno, chyba nie mam kurtki. Siedzę gdzieś pod chórem, za ławkami, na jakimś rozkładanym drewnianym krzesełku, wciśnięta  przy samej kolumnie podtrzymującej chór. Wokół stoi sporo ludzi, aż dziwne, że siedzę. Trwa msza... Obudziłam się... Dziwny ten sen... I dziwne, że pamiętam...

      W marcu dostaliśmy zaproszenie na ślub i wesele w dosyć bliskiej rodzinie. W czerwcu. Miejsce dosyć odległe, na wyprawę samochodem z noclegiem. Wszystko załatwione, jedziemy. Bez nawigacji ani rusz, niby okolice troszeczkę Ślubnemu znajome, ale nie przy głównej trasie. NIGDY tam nie byliśmy. Miejsce przepiękne, urokliwe, pałac, park, staw, nieopodal maleńki kościółek, do którego idzie się na piechotę z pałacu, w którym ma być wesele. Po prostu bomba. Można pospacerować, można "po angielsku" wymknąć się z przyjęcia, akurat taki dzień, że nie ma upału, nie pada- czego chcieć więcej?

      W kościele śluby co godzina, "nasz" na szczęście ostatni, bo troszeczkę się spóźnił autokar z gośćmi. Sporo tych gości, ja mam szpiki, warto byłoby usiąść... Znajduję jakąś miejscówkę, już nie w ławce, ale co tam... Zaczyna się msza, kazanie... zaraz... siedzę pod chórem, na rozkładanym drewnianym krzesełku, przy kolumnie podtrzymującej chór, obok mnie stoi Ślubny, sporo ludzi...

      Kadr ze snu.

      Kurtyna.

      =============================

      I co ja mam na ten temat myśleć???!!!

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „19/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 lipca 2016 20:06
  • środa, 06 lipca 2016
    • 18/2016

       

      Młodszy pojechał dzisiaj na obóz. Jakby nie patrzeć- sportowy. Co prawda lekko mi wąż zasyczał w kieszeni, jak się dowiedziałam, ile to kosztuje, ale jak dzieciak chce... Każdy sposób, by odkuć od komputera jest dobry... Cóż, nie obyło się niestety bez niespodzianek, a konsekwencje... pożyjemy, zobaczymy.

      Wczoraj po południu oświadczył:

      - Na 20.00 umówiłem się na boisku pograć z chłopakami w piłkę.

      - Dobrze, ale do tego czasu masz być spakowany na tiptop, walizka domknięta, zasunięta, picie do plecaka też, ładowarka, latarka, czapka, no wszystko.

      - Ok.

      Coś mnie tam smerało z tyłu głowy, że ta piłka tak tuż przed wyjazdem to nie jest najlepszy pomysł. Ale, na litość, nie zabronię szesnastolatkowi wyjścia na boisko z kumplami. Przecież nie położę się w drzwiach jak Rejtan i nie powiem: "Synu, po moim trupie, ale wcześniej nigdzie nie pójdziesz!!!"

      Ślubny wrócił z pracy, ponadzorował pakowanie walizki, wybiła 20, Młody na boisko, my na spacer... Wróciliśmy wcześniej, niż on. 21.15- syn marnotrawny wraca...

      - Ręka mnie boli. Prawa. BARDZO!!! Piłka była strasznie twarda, stałem na bramce, i tak jakoś ją odbiłem, że teraz niezbyt mogę ruszać ręką...

      (A coś mnie z tył głowy smerało, że ta piłka to nie najlepszy pomysł...)

      Wywlekłam z czeluści lodówki żelowy okład, który spoczywa tam od czasów kłopotów Ślubnego z kolanem. Ślubny na szczęście zdążył wypić tylko 2 łyki piwa, na które miał ochotę cały dzień. Szpital, rentgen, chirurg... Na rentgenie nic nie widać, prawdopodobnie skręcenie, zimne okłady, altacet, usztywnić bandażem elastycznym, temblak... W tzw. międzyczasie zrobiła się 23... W domowych zakamarkach znalazłam jeszcze parę elastycznych bandaży i lekko przeterminowany altacet w żelu, nabyty z tej samej poprzedniej okazji... Na szczęście nie musieli jeszcze odwiedzać apteki...

      - Jak to dobrze, że mam mamę farmaceutkę, w domu jest WSZYSTKO!!!- wyraził się z uznaniem Młodszy...

      - A wiesz, że jak on mi powiedział, że musi się szybko spakować, bo idzie grać w piłkę, to pomyślałem, że to nie jest najlepszy pomysł???

      - Niestety wiem, bo pomyślałam o tym samym, tylko już nic nie mówiłam, bo byście stwierdzili, że jestem nadopiekuńczą matką...

       

      Dałam tabletki przeciwbólowe, ręka posmarowana altacetem i zawinięta bandażem elastycznym, Młody jakoś przetrwał noc. Ręka nawet nie wygląda źle...

      - Jedziesz na ten obóz?

      - No pewnie!!!

      - I co tam będziesz robił, patrzył jak inni grają w tenisa i żeglują???

      - No ;)

      Wyjazd ze stolicy, odwoziła ich mama kolegi, z którym jechał. Kumpel dobry, z klasy pojechał jeszcze jeden. Mam nadzieję, że jakoś mu pomogą z targaniem walizki i ogarnianiem rzeczywistości. Najbardziej mnie jednak niepokoi fakt, że Młody tak naprawdę w ogóle nie może obrócić nadgarstkiem, bo go boli. Podobno skręcenia tak mają... Może jakoś przejdzie...

      A jakby co- Ślubny się zdeklarował, że pojedzie i przywiezie. W końcu nie pierwszy raz któreś nasze dziecko wyjeżdża nie w pełni sił...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      środa, 06 lipca 2016 16:15
  • wtorek, 05 lipca 2016
    • 17/2016

       

      Szefowa wyjeżdża na urlop, na szczęście sporo wcześniej, niż w ostatnich latach. W związku z tym od jutra znowu chodzę na zmiany "szarpane", trochę na rano, na 7.00, w południe 3-4 godziny przerwy- tyle, że by coś ugotować i ogarnąć chałupę- i z powrotem do pracy, do 21. Sobota ciurkiem, bez przerwy, 7-21, ale przynajmniej niedziela wolna, choć apteka pracuje. I tak przez dwa tygodnie. Już wiem, że za parę dni będę wyglądać jak zombie, bo wstaję przed szóstą i chadzam spać koło północy. Ale jedno wiem na pewno: nie będę się nudzić w pracy, przez pierwsze trzy dni nie będę wiedziała, w co ręce włożyć... Jak się po kimś przejmuje rzeczy, które tak naprawdę robi się sporadycznie- trzeba czasu na ogarnięcie...

      Byle do końca sierpnia. Fuerta, moja miłość. Dwa tygodnie. Bez dzieci. Ze Ślubnym. Mmmmmmmmmm...

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 lipca 2016 16:52
  • poniedziałek, 04 lipca 2016
    • 16/2016

       

      A tak odnośnie prasowania- nic się w tej kwestii nie zmieniło, nadal nie cierpię. Ale tak lekko licząc jeszcze ze dwa lata będę miała spokój z tą jakże znienawidzoną przeze mnie czynnością...

      Siostra Ślubnego z mężem znów narobili długów. W tym czasie, kiedy praktycznie nie pisałam. Ciąża, czwarte dziecko sporo po czterdziestce - ciężko mi to pisać, ale "na szczęście" poroniona, bo dziecko urodziłoby się chore. Miało szansę na przeżycie, natura jednak zdecydowała inaczej i chwała jej za to. Cyniczna jestem, ale nie wyobrażam sobie, co by się działo dalej. I tak znów nie płacili czynszu, znów w perspektywie eksmisja... Dopiero jak nóż na gardle, to "brat, ratuj..." Od tamtej pory minęło trochę czasu i już przestałam się trząść, jak o tym myślę. Ale stwierdziłam, że nie dam się okradać z ciężko zarobionych pieniędzy. I tak de facto mamy piątkę dzieci- dwójkę własnych i trójkę siostry Ślubnego- bo finansujemy im wszystkie podręczniki, wycieczki i wydatki ekstra... Przeliczyliśmy zadłużenie, rozliczyliśmy stawki- i potraktowaliśmy ten zaległy czynsz jak pożyczkę. Siostra Ślubnego spłaca "w naturze"- prasowaniem właśnie. Inaczej nie ma szans. Tym sposobem nie muszę myśleć o żelazku w upał... A "spłacać" będzie jeszcze długo, bo kwota znów szła w tysiące... I jak znam życie, jak dług się będzie kończył, to znów coś wywiną, niestety. Mimo tego, że dostali na drugie i trzecie dziecko 1000+. I to absolutnie nie jest tak, że to jest jakaś patologiczna rodzina. Tylko jakoś tak niefrasobliwie podchodzą do kwestii finansowych... A komornik na pensjach siedzi, i siedział będzie... Do tej pory zawsze było tak, że brat ma i poratuje... Obym była złym prorokiem...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „16/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lipca 2016 17:17
  • sobota, 02 lipca 2016
    • 15/2016

       

      Celem przestrogi i ku pamięci- czego nie powinno się robić w piątkowe popołudnie i wieczór:

      Otóż po pierwsze- około 16. nie pić w pracy kawy "na rozbudzenie umysłu". W efekcie miałam tylko puls około setki, a spodziewane "otrzeźwienie" nadeszło- ale koło 23.30, kiedy wypadałoby iść spać...

      Po drugie- nie robić sobie kolacji o 21.30. W postaci pół kilo gotowanego bobu, przegryzionego kilogramem przepysznych, ostatnich już truskawek i z czereśnią jako zakąską od czasu do czasu. Popite wodą (dobrze, że nie piwem do tego bobu, ale stwierdziłam, że lekkie przegięcie i chyba trochę za późno). Bo wtedy wkurzony żołądek do spółki z wkurzoną towarzyszką wątrobą stwierdzą o 5.30, że koniec spania, czas posiedzieć w łazience. Na szczęście, bez większych sensacji. Ale- żegnaj spanie... W związku z tym o 7. rano miałam dziś zrobione pranie i poprasowane to, co absolutnie musiałam przed wyjazdem Młodszego w środę na obóz. Może to i dobrze- bo jeszcze w jakim- takim komforcie temperaturowym. Potem jakieś szybkie zakupy, śniadanie... i teraz, o godzinie 11.30 jestem niestety gotowa, żeby się zdrzemnąć... A w mieszkaniu upał coraz większy, muszę pozamykać okna i zasunąć żaluzje. Chyba pójdę do pokoju Młodego, tam jest trochę chłodniej...

      Zieeeeeew... Dobranoc...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „15/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      sobota, 02 lipca 2016 11:30
  • piątek, 01 lipca 2016
    • 14/2016

       

      Starszy zwalczył sesję i jest na drugim roku. Wielki kamień z serca, uffff....

      Oczywiście, zostały jakieś ogony. Jakieś zaliczenie z biochemii z prowadzącym od czapy i... warunek z wf-u z pierwszego semestru. Starszy stwierdził, że jak mają go skreślić z listy studentów po pierwszym semestrze, to nie będzie zawracał sobie głowy taką stratą czasu, jak wf. Jego sprawa, najważniejsze, że przeczołgał się nad poprzeczką. A ponieważ działa aktywnie w kole naukowym i reprezentuje uczelnię na zewnątrz- bez względu na oceny z egzaminów będzie miał jakieś dodatkowe stypendium za osiągnięcia. Tylko się cieszyć :)

      Ufff....

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „14/2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lipca 2016 08:05
  • czwartek, 30 czerwca 2016
    • 13/2016

       

      Jakoś mnie naszła wena twórcza, bo siedzę sama w domu. Ślubny z Młodszym wyjechali na tydzień nad morze, Starszy walczy z sesją, a ja też tak jak na urlopie, mimo, że chodzę do pracy. Jak sobie posprzątam, pozmywam- to po powrocie z pracy nie zastanę dziesięciu brudnych szklanek i talerzyków na wszystkich możliwych płaskich powierzchniach. Jak mi się nie chce słać łóżka- to mam nieposłane, ale to mój osobisty bałaganik.

      Rodzinka wraca w niedzielę, a mnie pewnie wena znów opuści na jakiś czas. Zresztą poprzedni wpis dojrzewał we mnie ponad miesiąc...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      cytrynka1
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 czerwca 2016 11:29

Kalendarz

Sierpień 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Kanał informacyjny